Powrót




30-11-2010


Dawno, bardzo dawno nic tutaj nie napisałem. Ale nadszedł ten czas. Zmian w życiu bez liku. Lepsze, gorsze, wszystkie. Właściwie sądziłem, że już tutaj nie zawitam. Że ten etap się zakończył. Ale wydaje mi się, że jednak to miejsce w jakimś stopniu mi pomaga. Zawsze, prawie zawsze, pisałem tutaj kiedy było mi źle. To miejsce pozwalało mi wyzbyć się negatywnej energii, a jednocześnie przeprowadzić samoanalizę samego siebie. Tak jest i teraz.
Znalazłem się w dziwnym punkcie. Punkcie zawieszenia i oczekiwania. Osoba, za pomocą której to osiągnąłem nie ma o tym pojęcia. Jest osobą, tak, określę ją jak wszystkich - dziwną. Dziwną osobą. Bardzo otwartą, mówiącą to czego ja powiedzieć się boje bądź powiedzieć z braku możliwości słownych nie potrafię. Bardzo dobrze nazywa moje obawy i lęki. Lęki przed życiem? Związkiem? Relacjami między ludzkimi? Przed samym sobą?
Trafia w punkt. Po za tym jest bardzo rozbiegana, rozhisteryzowana, niestabilna emocjonalnie. Takie sprawia wrażenie, nie wiem czy jest tak w rzeczywistości. Ja jednak zamiast starać się ją poznać, to buduję tą relację na patologicznych zasadach. W internetowym świecie. Świecie, który wypacza istotę człowieczeństwa. Wszystko intensywnie, przedmiotowo i następne, następne. Wszechobecne - lubię to, lubię to i co? I idę dalej, zapominam.
Boję się. Siebie się boję. Tego co mogę zrobić. Tego, że wmówię sobie uczucia do niej, że przez to ją zranię. A bardzo tego nie chcę. Boje się, że nie będę w stanie rozpoznać granicy miedzy przyjaźnią/koleżeństwem, a zauroczeniem/miłością. Bardzo źle się to rozwija. Wypowiedzieliśmy już tyle scenariuszy, tyle wersji zdarzeń, pomimo, że tego nie mamy robić. A robimy. Z dużym naciskiem na moją osobę. Dzisiaj powiedziała - to nie może się udać, bo już zbyt dokładnie to wszystko opisaliśmy, opowiedzieliśmy. Nie zaskoczy. Chyba ta jej otwartość jest problemem. Bo od początku mówiła o wszystkim, bez ogródek. I ja się dostosowałem, jak zawsze, zacząłem wylewać swoje wątpliwości, obawy i negatywne przypuszczenia. Negatywną sylwetkę samego siebie. Nie zniechęciła się, ale nie w tym rzecz. Trudna sytuacja. Zawsze chciałem móc porozmawiać z kimś o wszystkim. Tutaj to wszystko stało się zbyt duże. Zaczęliśmy wybiegać do rzeczy, które nie miały miejsca, być może nigdy nie będą miały. A my o tym gadaliśmy godzinami. Smutne.
Zobaczymy. Chciałbym aby wypowiedzenie tego jednego słowa załatwiło sprawę i rzeczywiście aby tak się stało. Aby zobaczyć, a nie wymyślać. A więc - zobaczymy.

2010-11-30 23:48:00
skomentuj (0)